Pozwolę sobie tutaj przedstawić historię pewnego projektu, a w zasadzie kilku projektów, które zmieniły moje postrzeganie muzyki, poprzestawiały priorytety i związały ze sobą kilka osób. Oto kawałek historii o tym, jak rodziły się te utwory. Niektóre z nich wydają mi się dziś śmieszne, lekko głupawe... ale mam do nich ogromny sentyment i spróbuję je ocalić od zapomnienia. Być może ktoś także odnajdzie w nich coś wartościowego. Zapraszam. To pisałem ja: bocianu.
Wszystko zaczęło się jeszcze w ubiegłym stuleciu od spotkania dwójki przyjaciół - bociana i przemka - tworzących niegdyś "legendarną" grupę 8th Misery. Nocne eksperymenty z nowo odkrytym wówczas programem Buzz Digital Composer zaowocowały powstaniem tych kilku nieco przyciężkich kompozycji.
Szczególnym sentymentem darzę utwór "sauber trip", który powstał po mocno wyczerpującej nocy, w czasie której, zdarzyła sie masa dziwnych przygód. Dziękuję rodzicom, którzy na weekendy zostawiali mnie samego w domu :)
Po jakimś czasie do paczki dołączył dj moon, który w tamtym czasie współpracował ze stasiem - znanym artystą zabrzańskiej sceny. Przyszedł z gramofonem, grooveboxem, i ciekawymi pomysłami. Najdziwniejszym i chyba najciekawszym owocem tej współpracy był utwór "pavulon", który powstał w ciągu jednej nocy, na sprzecie rozstawionym w gabinecie dentystycznym mojej cioci. Specjalne podziękowania dla samolota za inspirację przy powstawaniu tego hitu :)
dubrownik [instrumentalny] mp3 [3,9 Mb]
francuz [remiks na kawie] mp3 [2,8 Mb]
Potem spotykaliśmy się coraz częściej i coraz lepiej poznawaliśmy siebie i swoje gusta muzyczne. Dwa poniższe utwory powstały po moim powrocie ze szpitala po zapaleniu trzustki. Pierwszy z nich - dzamejka - w oryginale spiewany przez macziego wraz z grupą bembasy, został rozbudowany o dodatkowe zwrotki i nagrany z moim wokalem. Od razu stał się niekwestionowanym przebojem i nie ukrywam że do dziś zdarza się nam go zagrać, na specjalne życzenie publiczności.
Komboj mama - co tu dużo pisać - pozdrowienia i podziękowania dla hasiego i miklosza za inspirację i pomoc wokalną w ostatnim refrenie.
W późniejszym okresie spotykaliśmy się w przeróżnych konfiguracjach osobowych i sprzętowych. Już wtedy powoli kiełkowała w nas myśl, że może warto by spróbować zacząć grać nasze piosenki na żywo. Staraliśmy się rejesterować wszystkie ciekawsze pomysły.
Z tego właśnie okresu pochodzą te dwa utwory, które moim zdaniem godne są uwagi. "Sawe na ławe" gramy do dzisiaj w nieco zmienionej i dużo szybszej wersji.
Podziękowania dla wierzby za zdjęcie pupska. Zawsze był fotogeniczny.
Przy okazji muzycznych eksperymentów powstawały również takie twory. Ten pozwolę sobie wspomnieć z dwóch powodów: po pierwsze - nagrałem go z radkiem, po drugie - składa się on w większości z dzwięków które wydawaliśmy przedmiotami leżącymi w zasięgu ręki. Można tam usłyszeć trzask zapalanej zapałki, draże w miseczce i kryształowe szklanki mojej ś.p. cioci Aflredy. No i tekst. Kto by nie znał tego tekstu.
Drobiowe Omamy to był chyba ostatni z "domowych" projektów. Tuż po nagraniu pieśni marynarskich zaczęliśmy spotykać się z TT, który zaproponował przytulne miejsce w garażu przy ulicy Webera w Zabrzu i zaczął się nowy okres...
Gdzieś w okolicach początku 2003 roku powstały Bembasy E.P. Zaczęło się granie koncertów. Skład zmieniał się kilka razy, Lecz trzon E.P. pozostawał. Znaleźliśmy perkusistę - czarnucha. Póżniej zmienliśmy nazwę na minimummasy. Później odszedł przemek. Było jakiś czas kiepsko. Trudno było znaleźć kogoś "zamiast", ale w końcu doszedł czuczu i wypełnił luke. Przyniósł ze sobą nowe regałowe tchnienie i zapach przetrawionego piwa. No i trwa to tak do dziś i mam nadzieję, że jeszcze potrwa...
Może i ta cała historia była tutaj niepotrzebna, bo tak naprawdę chodzi tylko o muzykę i ocalenie przed zapomnienieniem kilku starych nagrań. Ale myśle, że dla mnie i dla ludzi którzy brali w tym udział, jest to troche więcej niż tylko stare piosenki.
bocianu@o2.pl